Oznaczałoby to — upraszczając myśl Ditfurtha — iż po nas przyjdą „cyberneci”, jako że świat biologicznych istot rozumnych pomału zbliża się już do końca! My sami produkujemy zatem naszych „potomków”, z czego wynikałoby, że znane porzekadło: „człowiek koroną stworzenia”, może w tym ujęciu okazać się słuszne. Stanowimy koronę stworzenia istot żywych, jesteśmy najwyższym (a zarazem ostatnim!) etapem życia biologicznego. Świat bowiem wkracza już w erę cybernetyczną, w trzecią (traktując erę materii nieożywionej jako pierwszą) wielką epokę swej historii. Hoimar von Ditfurth nie jest zresztą jedynym badaczem snu­jącym hipotezy mówiące o przyszłym rozwoju inteligencji w jej cybernetycznej postaci. Wspomniany już radziecki astronom, Josip Szkłowski, w książce Wszechświat, życie, myśl pisze m.in., że reprezentanci superkosmicznych cywilizacji, prowadzący działania w ramach tzw. inżynierii kosmicznej, są być może tworami lie biologicznymi, lecz inteligentnymi maszynami. Żaden bowiem ;wór biologiczny nie mógłby — zdaniem Szkłowskiego — żyć n świecie, w którym na skutek ogromnej produkcji energii wy­stępuje promieniowanie elektromagnetyczne miliony razy silniej­sze niż na Ziemi. Nie jest to — zaznacza Szkłowski — opo­wieść typu science-fiction, lecz realna rzeczywistość, która nam, jędącym dopiero u progu komputeryzacji, wydaje się lierealna!

Można przytoczyć argumenty przemawiające za hipotezą, że ewolucja biologiczna zakończy się z chwilą, kiedy jej produkty (to znaczy my!) stwo­rzą cybernetyczne struktury o wystarczającym stopniu kom­pleksowości, żeby rozwijać się dalej już samodzielnie, bez po­mocy organicznych „żywych” techników. Intelektualne zdolności struktur cybernetycznych mogą nie podlegać niedoskonałościom organicznie realizowanej (za pośrednictwem żywych mózgów) zdolności poznawania, a już z pewnością nie są niezależne od okresu trwania, śmiesznie krótkiego w stosunku do gigantycz­nego zadania, któremu w tym Wszechświecie sprostać musi poznanie. Wolno zatem zasugerować myśl, że główny nurt ewo­lucji w przyszłości porzuci dotychczasową drogę rozwoju i zacz­nie urzeczywistniać swoje możliwości już nie za pomocą orga­nicznego, żywego materiału, lecz zmaterializowanych w jakiś sposób «wzorców cybernetycznych*. Biofizyk Werner Kreutz z Fryburga wypowiedział się niedawno niezwykle błyskotliwymi argumentami za prawdopodobieństwem takiej koncepcji.” (H. von Ditfurth: Nie tylko z tego świata jesteśmy).

Komputer, jak każdy właściwie wynalazek człowieka, ukazuje nam jakieś odbicie natury ludzkiej. Ale krzywe to zwierciadło: uwypukla pewne cechy człowieka, te zwłaszcza, które łatwo dają się zinterpretować jako formy przetwarzania danych, umniejsza zaś inne. Samo porównanie człowieka do komputera jest jednak mimo wszystko fascynujące i o ile nie wyciąga się z niego zbyt daleko idących wniosków, niewątpliwie inspirujące. Należy się spodziewać, że cybernetyczna wizja człowieka będzie sobie zyski­wać coraz większą popularność bez względu na to, jak programy komputerowe naśladować będą poszczególne aspekty ludzkiego rozumowania.Warto także, choćby w skrócie, omówić hipotezy dotyczące przewidywanego rozwoju układu człowiek — komputer. Cytowa­ny już zachodnioniemiecki popularyzator nauki, Hoimar von Ditfurth, w przypisach do swej ostatnio wydanej książki za­mieszcza następujące twierdzenie:„Musimy się liczyć także z możliwością, że biologiczna faza ewolucji stanowi tylko przejściowe stadium historii (tak jak na przykład było z ewolucją chemiczną).

Niektórzy dokonują nawet fuzji obu pojęć, mówiąc o „świado­mości cybernetycznej”, przez co rozumieją — ogólnie rzecz biorąc — nie tylko to, czym dysponuje każdy człowiek, ale także to, o czym wszyscy bez wyjątku ludzie mogą nawzajem się poinformować i przekonać. Stany umysłowe są bowiem — jak się wydaje — wynikiem reakcji między zdarzeniami, któ­rych podłożem może być zarówno sieć komórek nerwowych, jak i obwody maszyny cyfrowej. Podłoże to musi spełniać tylko jeden warunek: winno umożliwiać istnienie dostatecznie złożo­nych i subtelnych reakcji pomiędzy zachodzącymi zdarzeniami. Umysł przestaje więc w tym ujęciu stanowić obiekt fizyczny, gdyż jest on funkcją mózgu. Podobnie inteligentny program nie jest czymś materialnym, lecz stanowi wynik działania ma­terialnego podłoża, w tym wypadku komputera. Z punktu wi­dzenia funkcjonalizmu nie ma więc różnicy, czy zdarzenia dzieją się w mózgu czy w komputerze, jeśli tylko relacje między nimi są jednakowe…

Jak dotychczas jednak nikt jeszcze nie wie, w jaki sposób mózg nasz miałby „przeskoczyć samego siebie”, budując układ mądrzejszy, tzn. bardziej złożo­ny. Można jedynie domniemywać, że podświadomość człowieka jest „równoległym automatem” — współdziałając ze świado­mością taki dwuczłonowy agregat decyduje o naszych stosunkowo wielkich możliwościach w twórczej pracy umysłowej, np. w nauce czy sztuce. Tego rodzaju podejście wydaje się bardzo istotne, po­nieważ najprawdopodobniej podświadomość jeśli nie jest — jak sądzą zwolennicy psychoanalizy — swego rodzaju atlasem świado­mości, to stanowi fundament, który ją podtrzymuje i jej pomaga. Do normalnego funkcjonowania świadomości jest ona niezbędna, nie wolno więc o niej zapominać przystępując do prób imitowania mózgu.A może rzecz się ma zgoła inaczej? Może nie ma jakiejś za­sadniczej sprzeczności pomiędzy cybernetyką a świadomością.

Mimo iż kieruje się logiką i nie ulega jak człowiek emocjom, to jednak nie wykorzystuje nagromadzonej wiedzy za pomocą kojarzenia. Jest „dosłowny” i gdy tylko chce sięgnąć do swej pamięci, musi przebijać się przez wszystkie nagroma­dzone w niej informacje.„Z tych względów wydaje się, iż z faktu prowadzenia dia­logu z maszyną, czyli możliwości nawiązania z komputerem słowno-graficznej łączności, także nie możemy wyciągać wniosku «świadomym aspekcie czynności myślowej w komputerach*. […] Jeśli każdą operację cyfrową, logiczną, nazwiemy myśle­niem, to wtedy bez wątpienia można powiedzieć, że komputer myśli. Jeśli natomiast pojęcie myślenia ograniczymy do koja­rzenia idei, do ważenia ocen, do analizowania kwalifikacji, to (zacytowane wyżej) zdanie traci sens.” (J. Trąbka: Mózg a świa­domość)Tak więc na dzisiejszym etapie rozwoju myśli naukowo-tech­nicznej trudno jeszcze mówić o powstaniu sztucznej inteligencji, która — jak wynika z jej definicji — powinna być obdarzona zdolnością do zdobywania wiedzy i zapamiętywania, uczenia rozumowania na podstawie zdobytych doświadczeń, rozwiązy­wania nowych zadań, a przede wszystkim dostosowywania się do stale zmieniających się sytuacji.

Komputer bowiem zmierza do celu roz­patrując wszystkie, nawet najbardziej nonsensowne możliwości, podczas gdy mózg ludzki w trakcie rozwiązywania problemu często kluczy, kierując się intuicją, omija rozważanie jednych spraw, a bardziej zajmuje się drugimi, rokującymi z dużym prawdopodobieństwem szybsze osiągnięcie celu. Człowiek zatem rozróżnia stopień i znaczenie poszczególnych informacji, nato­miast komputer traktuje je z jednakową powagą. Ponadto „sztucz­ny intelekt” potrafi wyłącznie realizować program zakodowany w jego pamięci, mózg ludzki zaś sam tworzy ten program na pod­stawie założonego przez siebie celu.Problem sztucznej inteligencji narodził się prawdopodobnie wówczas, kiedy komputery zaczęto określać mianem sztucznych bądź elektronicznych mózgów. Porównania te nasuwały się w związku ze stwierdzeniem, że mózg ludzki to nic innego jak swego rodzaju centrala przetwarzająca i wysyłająca informacje od zmysłów do mięśni, gruczołów itd. I chociaż pogląd ten już dawno złożono do lamusa, to jednak nadal z uporem porównuje się działanie komputera do funkcjonowania ludzkiego mózgu. A przecież komputer jest tylko urządzeniem dysponującym taką wiedzą, jaką dostarczy mu człowiek, nie może więc mieć np. intuicji.

Każdy z tych sygnałów w ten czy inny sposób pozostawia w mózgu ślad, ale tylko niektóre z nich utrwalają się w naszej świadomości. Świadomy sposób myślenia charakte­ryzuje się umiejętnością konsekwentnego i logicznego prześle­dzenia całego toku rozumowania. Zupełnie inaczej mają się sprawy z podświadomością — intuicyjną działalnością mózgu. Do świadomości dochodzi ona bowiem w formie gotowego osądu bez żadnego uzasadnienia. Często sprawia to wrażenie nagłego olśnienia albo przeczucia, choć zazwyczaj kryje się pod tym wy­tężona, nierzadko długotrwała praca mózgu. A tymczasem kom­puter, nawet najdoskonalszy, jest tylko martwą materią, urzą­dzeniem zabudowanym przez człowieka w celu zaspokojenia jego doraźnych potrzeb. Nie może wyrażać „własnych” pragnień, uczuć, emocji itd. Czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie maszynę, która kocha lub nienawidzi? Maszyna może dojść do tych samych konkluzji, co człowiek, a nawet udaje jej się to znacznie szybciej, ale efekt ten osiąga w zupełnie inny sposób.

Nawet najśmielsza metafora nie potrafi rozpiąć łuku między maszyną a żywym obiektem. […] Teoretycznie istnieje możliwość zbudowania antropoida, który spełniałby funkcje po­dobne do ludzkich, ale równocześnie byłby on skazany na wieczne życie w swoim przyrodzonym stanie pomrocznym. Żadnymi bo­wiem urządzeniami i programami nie będziemy mogli odtwo­rzyć w głowie antropoida świadomych procesów mózgowych. Komputerowe modelowanie zachowania, choćby prowadzone w sposób jak najbardziej wyrafinowany — nie daje argumentu za świadomością maszyn. Model zawsze dotyczy fragmentu rze­czywistości lub rzeczywistości zredukowanej, świadomość nato­miast zawsze musi obejmować niepodzielną całość rzeczywistości.I dlatego właśnie świadomość jako niepodzielna całość nie może być zamodelowana, a jedynie wyrażona przy pomocy idei.” (J. Trąb­ka: Mózg a świadomość)A jak ma się rzecz z całą sferą procesów myślowych, z któ­rych człowiek nie zdaje sobie sprawy, czyli z podświadomą działalnością mózgu, odgrywającą w naszym życiu tak istotną rolę? Wiadomo wszak, że docierają doń nieustannie różnego rodzaju sygnały zarówno z wewnątrz organizmu, jak i ze świata zewnętrznego.

Ponadto — zdaniem niektórych naukowców — sztucznego intelektu w dotychczasowym jego rozumieniu nigdy nie będzie można stworzyć, ponieważ jest to po prostu niewykonalne. Mózg ludzki stanowi bowiem niezwykle skomplikowany system, skła­dający się z dziesiątków milionów łączących się ze sobą i współ­działających komórek, z których większość funkcjonuje niczym minikomputery. Warto też wspomnieć w tym miejscu o odkryciu dokonanym na początku lat siedemdziesiątych, które ujawniło istnienie odmiennych sposobów myślenia, przebiegających w obu półkulach mózgu. O ile jedna z nich posługuje się głównie za­sadami logiki, o tyle druga przeważnie obrazami. Poza tym wszystko, co człowiek uświadamia sobie i potrafi wyrazić sło­wami, stanowi jedynie wąski wycinek pracy mózgu. Całego pro­cesu myślenia nie można obserwować bezpośrednio, a bez grun­towej jego znajomości nie sposób marzyć o zbudowaniu sztucz­nego, podobnego do ludzkiego, intelektu. Cytowany już J. Trąbka pisze: „Zrozumienie zasadniczej róż­nicy między naturalnością mózgu a sztucznością rozwiązań proponowanych i zrealizowanych przez technikę powinno de­finitywnie ostudzić entuzjazm dla idei zbudowania świadomego komputera.